Myślicie, że Wasze życie jest okropne i macie ogromne problemy? Może mniejsza część Was je ma. Chciałabym Wam powiedzieć, że ja też mam problemy. Myślę o samobójstwie codziennie, co godzinę, minutę, sekundę. Sprawiam sobie ból dlatego, że cierpię przez innych ludzi.
Urodziłam się, gdy mój tata miał 16 lat. W późniejszym czasie On sam zaczął mi uświadamiać, że jestem jego błędem, że mnie nienawidzi. Ale kto w wieku 9 lat by się tym przejął? No właśnie, ja wtedy się nie przejęłam. W ciągu kilkunastu lat mojego życia byłam świadkiem jego napadów agresji po alkoholu. Widziałam jak bił mamę, a ja nie mogłam nic zrobić. Siedziałam zapłakana w kącie i krzyczałam.
Po kilku latach okazało się, że mam po tym traumę. Jak się to okazało? Nie mogłam spojrzeć tacie w oczy. Nie umiałam z nim porozmawiać. Zawsze, gdy się do niego zbliżałam, do oczu napływały mi łzy.
Gdy był trzeźwy, był milszy. Po alkoholu mnie wyzywał. Własne dziecko. Ale spotkało mnie coś po części gorszego. W wieku bodajże 12 lat mój własny kuzyn próbował mnie zgwałcić. Byłam z nim sam na sam, gdy zaczął mnie dotykać. Cudem udało mi się uciec. To było okropne. Ale wiecie co było okropniejsze? Po tym incydencie zaczęłam się ciąć i zamknęłam się w sobie.
W wieku 14 lat zaczęłam nienawidzić samej siebie. Nienawidziłam twarzy, ciała, wszystkiego. Nie wiem jaki był tego powód, ale pamiętam coś innego. W tym właśnie wieku zaczęto mnie nazywać grubą. Od zawsze przejmowałam się każdym słowem na mój temat i chyba to mnie okropnie zabolało. Rok po tym wpadłam na pomysł odchudzania się. Z własnej woli, a właściwie głupoty chciałam być chuda i wyglądać jak anorektyczka. Najpierw stosowałam diety i ćwiczenia, ale nie było po nich efektów. Potem nieświadomie, z dnia na dzień jadłam coraz mniej, aż w końcu zaczęłam lądować w szpitalu. Lubiłam to. Dziwne, prawda? W szpitalu zauważyli moje blizny i cięcia, wysłali mnie do psychologa. Nie powiedziałam mu niczego.
Po wyjściu ze szpitala jeszcze bardziej chciałam umrzeć. Zakochałam się w chłopaku, ale z góry zakładałam, że on mnie nie zechce, nie pokocha. Wieczorami siedziałam sama w domu i myślałam o samobójstwie. Od zawsze pragnęłam czyjejś bliskości. Chciałam mieć osobę, która przytuli mnie w złych chwilach. Ale cóż to była za ironia, gdy sama nie dopuszczałam do tego, aby ktoś się do mnie zbliżył. W wieku 16 lat odkryłam coś... coś co było dla mnie odskocznią od wszystkiego, kochałam to. Tym czymś była muzyka. Jak można tak wciągnąć się w muzykę? Tak, aby była odskocznią od problemów? Sama nie wiem jak to się stało, ale Justin Bieber jest w moim sercu od tamtego czasu. Słucham go codziennie i to właśnie on jest powodem, dla którego żyję. Codziennie myślę o tym, że chcę go przytulić, chcę znaleźć w nim przyjaciela.
Na moje nieszczęście, teraz mam 18 lat, a jego sława pnie w górę. Kto by pomyślał? Wiedziałam, że będzie sławny.. Tymczasem wie o nim cały świat. Podsumowując, mam 18 lat i w moich najgorszych chwilach Justin jest jedyną - choć praktycznie nieznajomą mi - osobą, która ratuje mnie przed samobójstwem.
świetny prolog.Ciekawie się zaczyna.
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać dalszych części
<333333
Świetne!
OdpowiedzUsuńCudo ej! *-*
OdpowiedzUsuńBoże, nie mogę się doczekać, co będzie dalej. : o
<3 ohh świetne ;)
OdpowiedzUsuńSwietnie się zaczyna *.*
OdpowiedzUsuń